Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi marcin0604 z miasteczka Lublin. Mam przejechane 6615.49 kilometrów w tym 558.47 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 28.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin0604.bikestats.pl
  • DST 23.34km
  • Czas 01:15
  • VAVG 18.67km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sesja foto w ramach promo.

Niedziela, 23 października 2011 · dodano: 23.10.2011 | Komentarze 0

Ktoś, bodajże Kermitozy zarzucił na RL-u wątek niedzielnego cykania fotek mających promowac stowarzyszenie i jego towarzyszy/towarzyszki.
Nie jestem towarzyszem, nie czuję potrzeby stowarzyszania się ale bluzę Rowerowego od Bartolomeo mam. Poza tym uznałem to za miły poranny akcent co najmniej na miarę niedzielnej kawki z Marioxem na tamie.
No i pojechałem. Kupa brechtania się, łażenia po drzewach, podnoszenia rowerów w geście( no właśnie, co to niby ma sygnalizowac? rowery górą?). Takie trochę na siłę a trochę spontaniczne i szczere gesty dużych dzieci i ich blaszanych zabawek.
Wojtek kręcił filmy, szwagier Moniki trzaskał foty. Normalnie medialnie...

Dobrze było spotkac się z tymi miłymi ryjami, pobyc, pogadac.
Poranek dośc chłodny, chociaż o tej porze roku można by uznac, że w porządku. Kilka jeśli nie kilkanaście kółek dookoła fontanny na Litewskim, bujanie się po zaułkach Starówki.
Very simpatico bujanito biciclieto. Jak te dzieci.
https://picasaweb.google.com/112604702016118705674/RL?authkey=Gv1sRgCKmRyeS4_JSk0wE#slideshow/5680907069873256498




  • DST 86.22km
  • Czas 02:45
  • VAVG 31.35km/h
  • VMAX 56.60km/h
  • HRmax 182 ( 96%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Niezabitowa.

Sobota, 22 października 2011 · dodano: 22.10.2011 | Komentarze 0

Pocisnąłem sobie w dół JP2 odbijając na Janowską.
Dośc późno zebrałem zadek w troki.
Dziś prosto, prościutko na Bełżyce. Po 50 minutach kręcenia przelatywałem przez centrum miasteczka.
Nie zastanawiając się zbytnio nad kwestią "którędy?" odbiłem na Niezabitów. Wybrałem tym samym totalnie dziadowską nawierzchnię spod której wyłaziły raz po raz warstwy kocich łbów pamiętające za pewne okupację.
W następnej kolejności w lewika na znak "Nałęczów 12km". Przejazd przez Kębło i świetne, dawno nie śmigane wąskie tory ciuchci- wąskotorówki.
Nałęczów i standardzik główną prosto do domu.
Dziś kryzysowo, jakoś motywa uleciała. A może po prostu za mało zjadłem W każdym razie do 60 km było ok. Po było mniej ok.
Nie wciągnalem na kopyta ocieplaczy, trochę to odczułem poza ładnym pogodowo dniem pod koniec jazdy nad Miłocinem jakby śniegowe chmury trochę straszyły, że cóś z nich poleci. Nie poleciało.

Wydarzyło się dziś coś co spowodowało, że omal nie spadłem z roweru na glebę.
Ze śmiechu.
Mijając zakręt w lewo na Wojciechów i będą już lekko ujechanym ujrzałem wyborczy plakat Ani Glijer, który widziałem już po wielokroc. Jak to jest, że wcześniej nie dostrzegłem tego maleńkiego dwuznacznego akcentu a przez to strasznie kretyńsko śmiesznego? Ni wim.
Pod facjatą młodej laski, która w zasadzie pod pewnymi warunkami mogła by się nawet podobac i wielką czcionką wypisanym jej głupkowato zdrobnionym imieniem (nie "Anna" ale "Ania". Ania z Zielonego Wzgórza, heh) jest ikonka facebooka- łapka z wyciągniętym paluchem "lubię to".
No więc chyba trzeba byc ujechanym porą pażdziernikową, przewentylowanym trzeba byc zimnym powietrzem, żeby dotarła do łba myśl, jak odbierze taki wyborczy plakacik miejscowa babina, która nie zna internetu, bo jej internet generalnie zwisa a tym samym nie wie co to facebook.
No to co se pomyśli babina widząc plakacik?
Że niebrzydka w sumie Ania Glijer lubi to.
Hm...




  • DST 54.01km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.57km/h
  • VMAX 45.70km/h
  • HRmax 180 ( 95%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z jutra ma byc padu- padu (dupa-dupa). Auuu.....

Wtorek, 18 października 2011 · dodano: 18.10.2011 | Komentarze 6

Z robotki do chałupki.
Garnek prażonej kukurydzy z curry, połówka babki drożdżowej w siebie- i fru.
Miałem dziś odpuścic i skoczyc posłuchac co powie Ochojska na KUL-u ale radiowe prognozy bez owijania w bawełnę orzekły- jutro w całym kraju deszcz. A zbyt pięknie było dziś, by pójśc gdzieś i siedziec na dupsku nie robiąc paru kilometrów.
I stało się. I pięknie było.
Znów nocnik. Noce nie są złe. Ciemne, puste odcinki potrafią wymusic ładne tempo. Psycha wchodzi na inne fale, kiedy widac tyle ile trzeba minus 80%. Jest trochę nierealnie, w ganicach niezbędnego minimum.
Dziś w nieco zmodyfikowanej wersji i w drugą stronę.
Z JP2 na Motycz. Tym razem jednak nie na Palikije ale przez torowisko i wzdłuż lotniska. Potem ogień na Bełżyce. Pod nimi w prawika i na Palikijki z których na hotel Jedlina i Konopnica. Klamra się dopina w punkcie wejścia czyli JP2.
Miłe machu, machu z nordykami na ścieżce i chata.
A w chacie reszta pełnej węglowodanów słodkiej substancji, której na imię babka. I perła z puszki a puszka z lodówki (i z aluminium, yhyhy)
Cuudnie.
Muszę dwa słowa o moim Św.Marku.
Mój Święty nie chodzi uśmiechnięty (a według Arki Noego podobna każdy święty taki chodzi) ale robi dokładnie to, co wyczytałem o nim na jakimś szosowym forum. I ma to zabarwienie obrazoburcze oraz na kilometr pachnie wielkim skandalem.
San Marco SKN ma tendencję do zaczepiania nosem o spodenki podczas jazdy co sprzeja zsuwaniu się spodenek. Czyli ściąga podstępnie nachy podczas jazdy.
Będzie skandal...




  • DST 40.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 31.17km/h
  • HRmax 176 ( 93%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miłocin by night good.

Poniedziałek, 17 października 2011 · dodano: 17.10.2011 | Komentarze 0

Szosowy standard- samotka. Motycz- Sporniak- Palikije- Miłocin- Płouszowice- chata. Po ciemaku i na chybcika.
Chłodno ale fajnie.




  • DST 86.65km
  • Czas 02:57
  • VAVG 29.37km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krzysiowa ustawka

Niedziela, 16 października 2011 · dodano: 16.10.2011 | Komentarze 0

Powrót na szosę. Pięknie jest napieprzac przez leśną przecinkę ale kręgosłup dobija się o spokój dla siebie. No to niech ma trochę spokoju.
Miły składzik. Bez napinania pośladków. Cudnie rześkie powietrze, niebieskie niebo, mocno napieprzające słoneczko, suchy asfalcik.
Ponadto w końcu nic nie pyka, cpyka , strzela, wnerwia. Czysty napęd, czyste wszystko. Git malina. W okolicy Samoklęsk (?)dywanik rewela- gładki jak stół do bilarda.
Pierwsze kilometry z pulsakiem. Fajna zabaweczka.




  • DST 20.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 20.00km/h
  • Temperatura -100.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hajli Hajlo Hajla (na ślub, na pierogi, na piwo)

Sobota, 15 października 2011 · dodano: 16.10.2011 | Komentarze 0

Hajla okajtany.
Takie rowerowe to forum rowerowe a tylko ja przydarłem na kozie...
W pieron zimno, hebel co się zowie.




  • DST 11.15km
  • Czas 00:35
  • VAVG 19.11km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cosa

Poniedziałek, 10 października 2011 · dodano: 10.10.2011 | Komentarze 0

...przywiozła mnie z roboty. Dobre bydle.




  • DST 12.00km
  • Czas 01:30
  • VAVG 8.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z winem do mamy, na piwo z bratem.

Niedziela, 9 października 2011 · dodano: 10.10.2011 | Komentarze 3

Jesień. Mokro. Chlapanie po plecach (i niżej), zimno.
Nietreningowo, niezobowiązująco, powoli i bez napinania się na cokolwiek.
Na babskim rowerze, babskim tempem (sorki Maja, sorki Ola) i wszystko w nosie.
Koza została odpalona. Wchodzę w szeregi tych zabawnych osobników, którzy uprawiają tak zwany sajkl szik. Co prawda nie omotam se szyi arafatką ale bluzę z kapturem to i owszem. Sakwa z lewej i na podbój bazarów.
"Niech szczypior dynda Wam z waszych sakiew!"
A średnie prędkości powalają na kolanka...
Ale za to jakie to kurna miłe, tak się toczyc:)




  • DST 41.24km
  • Teren 41.24km
  • Czas 01:33
  • VAVG 26.61km/h
  • VMAX 53.90km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Super ambitna trasa.

Sobota, 8 października 2011 · dodano: 08.10.2011 | Komentarze 0

Jak ten ptaszek na uwięzi puknąłem sobie dwa kółeczka dookoła Zalewu Zemborzyckiego.
Dziś poraz pierwszy tej jesieni zaznałem wszelkich typowo jesiennych atrakcji. Było i przejmujące zimno po łapach (a gdzie były Jasiu rękawice?), zimny deszcz po pysku, jazda po mokrych liściach, mokrych korzeniach i latające grudy błota koło nosa, uszu i oczu. Jak byłem mały to mnie to podniecało a dziś mnie to w sumie nadal bawi tylko fakt gruntownego mycia sprzętu mnie wnerwia. Ale cóż. Kto se wyczyści, ten ma wyczyszczone.
Ponadto był porywisty wiatr, po którym był zimny deszcz po którym było piękne słońce.
No to brakowało jeszcze śniegu.
Kości zostały rozprostowane a mózgowie dotlenione.
Przychodzi ten fatalny czas, kiedy nie ma już ciepła i suchości i nie ma jeszcze zimna, śniegu i również suchości.
Nadchodzi czas, kedy jest mokro (bynajmniej nie z gorąca), cieknie z nosa a łańcuch tak się słucha przerzutki jakby był trudną młodzieżą w wieku lat 18-19, czyli się nie słucha. Może czas zacząc biegac...
Przynajmniej nie trzeba czyścic co chwila bajka. No chyba, że na kozie do pracy.




  • DST 57.55km
  • Teren 25.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 27.85km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ballada o Świętym Marku albo ostatnia podróż bananka.

Wtorek, 4 października 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 2

Wszystko zaczęło się od Świętego Marka model SKN z lansiarskim haftem komputerowym FRM (Fundacja Ronalda McDonalda ekhehehe...)
Dostałem od M. na testy tego Świętego Marka bo szukałem czegoś z tunelem na prostatinhos i w niezbyt druzgoczącej cenie. No i dostałem, kurde balanzzzz... ale fajnie!
Tak więc dziś po pracy i po wchłonięciu się pysznego penne, a jakże, al dente (tu pojawia się skowyt zachwytu) suto ztuningowanego curry :)przy dżwiękach tryumfalnie wyśpiewanego "Padam, padam, padam" babci Edyty (jak ja dawno nie słuchałem niczego z cedeków) wciągnąłem nogawki, włożyłem butki i pocisnąłem do zaprzyjaźnionego warzywniaczka w którym raz niznośnie oficjalny i pełen powagi pan mąż a raz wyluzowana i o smutnych oczach pani żona.
Dziś była żonka pana i żonka sprzedała mi niesamowicie giętkiego sezamka Made in Greece (taki de luxe- na miodku)oraz ostatniego , wymaltretowanego bananka. Zlitowałem się nad banankiem i zabrałem go na jego ostatnią drogę. Ale nie byle jaka to była droga.
Bananek wesolutko jechał sobie ze mną blisko mojego kręgosłupa. Do samiutkiego Nałęczowa. I to którędy? Szlakiem, psze pana, szlakiem.
Był cudny zachód słońca nad sadami, ciągniki z jednoosiowymi przyczepkami pełne drewnianych skrzynek pachnących na kilometr jabłkami i pieski podwórzowe, którym już dziś było chyba absolutnie wszystko jedno. Żaden nie skusił się by za mna pogonic choc troszkę.
Był też pan żul, bardzo wzruszający pan o długiej brodzie i cholernie silnym uścisku dłoni. Takim cholernie prawdziwym uścisku.
To wszystko widział bananek z zaprzyjaźnionego warzywniaczka. A potem został oskurowany a jego skóra leży gdzieś w rowie za Miłocinem. Jestem jednak pewien, że bananek tego chciał i był przez tę ponad godzinę ze mną na prawdę szczęśliwy.
A Święty Marek jest w stanie się zgrac z moim tyłkiem, se myślę. Może w jarzemku o dwie kreski na podziałce pójdzie ciut w przód. I wszycho. Do Selle Italia SLC, które tak bezmyślnie oddałem wraz z Avalanchem Swięty M. się raczej nie umywa, widzę jednak róznice między nim a SDG in plus dla San Marco.
Powrót główną do Lublina. Senny Nałęczów. I taki już jesienny...