Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- DST 41.24km
- Teren 41.24km
- Czas 01:33
- VAVG 26.61km/h
- VMAX 53.90km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Super ambitna trasa.
Sobota, 8 października 2011 · dodano: 08.10.2011 | Komentarze 0
Jak ten ptaszek na uwięzi puknąłem sobie dwa kółeczka dookoła Zalewu Zemborzyckiego.
Dziś poraz pierwszy tej jesieni zaznałem wszelkich typowo jesiennych atrakcji. Było i przejmujące zimno po łapach (a gdzie były Jasiu rękawice?), zimny deszcz po pysku, jazda po mokrych liściach, mokrych korzeniach i latające grudy błota koło nosa, uszu i oczu. Jak byłem mały to mnie to podniecało a dziś mnie to w sumie nadal bawi tylko fakt gruntownego mycia sprzętu mnie wnerwia. Ale cóż. Kto se wyczyści, ten ma wyczyszczone.
Ponadto był porywisty wiatr, po którym był zimny deszcz po którym było piękne słońce.
No to brakowało jeszcze śniegu.
Kości zostały rozprostowane a mózgowie dotlenione.
Przychodzi ten fatalny czas, kiedy nie ma już ciepła i suchości i nie ma jeszcze zimna, śniegu i również suchości.
Nadchodzi czas, kedy jest mokro (bynajmniej nie z gorąca), cieknie z nosa a łańcuch tak się słucha przerzutki jakby był trudną młodzieżą w wieku lat 18-19, czyli się nie słucha. Może czas zacząc biegac...
Przynajmniej nie trzeba czyścic co chwila bajka. No chyba, że na kozie do pracy.
