Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi marcin0604 z miasteczka Lublin. Mam przejechane 6615.49 kilometrów w tym 558.47 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 28.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin0604.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2012

Dystans całkowity:985.70 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:39:05
Średnia prędkość:29.35 km/h
Maks. tętno maksymalne:175 (93 %)
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:82.14 km i 2h 36m
Więcej statystyk
  • DST 38.00km
  • Czas 01:20
  • VAVG 28.50km/h
  • Sprzęt Batavus Tech 7
  • Aktywność Jazda na rowerze

Osmofrost na śniadanie czyli miłe konweracyje z konkretną niawiastą za ladą.

Wtorek, 29 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 1

Podjazdy z blata i gruba baba w sklepie.

-Z rowerami nie wolno.
Stojaka pani nie ma.
-Tam dalej jest.
W Polsce rowery kradną.
-To sie linke wozi!
A pani wozi linkę na treningi?
-No ale linke można wziąc...
Nie mam linki.
-To z kolegą się jeździ.
Kolega w pracy.
-To z koleżanką.
NIe mam koleżanki.
-Sie błoto niesie...
Lato jest prawie, sucho.
-To idź pan!

Dawno temu wykonywałem oprawę do durnowatych humorystycznych gazetek Sadurskiego.
Był tam dowcip, wynikało by z moich doświadczeń, oparty na faktach.

Wchodzi facet do sklepu i mówi:
-Czy ma pani coś zimnego do picia?
Jest tylko ścienia....

Są takie sklepowe "panie".




  • DST 18.00km
  • Czas 01:10
  • VAVG 15.43km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Biegówa.

Niedziela, 27 maja 2012 · dodano: 27.05.2012 | Komentarze 0

Dawno nie miałem na nogach biegowego buta.
Poza tym usiadł we mnie jakiś niedosyt. Rozparł się w fotelu, nogi na stół a w zębach pet itd.
Więc słuchafony w uszy, przez słuchafony sączący się minimal a same słuchafony ładnie obciśnięte czapą coby basy nie uciekały bokami a szumy nie właziły dziurami.
I fru.
Chata-Zalew-Chata.
A cała biegówa to nic innego jak próba zsynchronizowania rytmu całości. Ale na sprinty wejśc nie mogę. Nogi z ołowiu, płuca z tej samej gumy co chlapaki w ikarusie. Mało rozciągliwe, niechętnie współpracujące.

Jedzie do mnie wujek Zakwas. Znakiem tego pewne partie nogi nie biorą żadnego udziału w radosnej czynności zwanej jazdą na rowerze.


Kiedy ten numer był świeży byłem mały i miałem włoskiego górala w żółto czarne mazaje a music television była niekodowana, podobnie jak pro7 i RTL. "Seksmisja" Machulskiego po niemiecku i dojcze werszyn "różowej landrynki"

Gówno wiedziałem o świecie i jeżdziłem bez hamulców.

Uwielbiam łagodnośc płynącą z tego numeru.




  • DST 50.00km
  • Czas 01:30
  • VAVG 33.33km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

W deszczu.

Niedziela, 27 maja 2012 · dodano: 27.05.2012 | Komentarze 0

Bychawa miała byc. Bystrzyca Nowa wyszła. Spinka chce zdychac. Nie można byo jej dac zdechnąc daleko od domu. Z początku podjazdy i blat ocha. Potem spokojniej i bardziej miękko. Zachowawczo. Głupio, kretyńsko wręcz wracac do domu z łańcuchem w kieszeni. Należało tego uniknąc. To sie udało.

Deszcz.Ciepły i rzęsisty wiosenny deszcz pół na pół z gradem. To miłe. Obniżona temperatura powietrza w płuco, obserwuję jak zakurzone ceglastorude micheliny piorą sie z każdym metrem i odzyskują kolor intensywnej czerwieni.




  • Czas 01:00
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ghą Phi XC Puławy

Sobota, 26 maja 2012 · dodano: 26.05.2012 | Komentarze 0

Znów Puławy. Czekałem na tę imprę. Po niedawnym dzwonie miałem pewne bloki w głowie, które z pewnością znacząco wpłynęły na moment startu. Podczas gwizdka było tłoczno i nerwowo. Każdy chciał się wybic na pozycję co w takich razach jest naturalne i logiczne. Było kilka momentów, kiedy np. ja i Branio omal się nie skleszczyliśmy rowerami i można było rozwiązac to dwojako: albo cisnąc przed siebie ryzykując albo lekko odpuścic. Wszak nadmiernie ambitna jazda może przyczynic się nie tylko do strat w sprzęcie u siebie czy kolegów ale i istnieje ryzyko zdobycia złotych kalesonów. Kalesony a tu prawie lato- ogór kiszony gwarantowany- więc dałem spokój.
Nie ukrywam- bałem się. Włączyła mi się jakaś irytująca odmiana spalary, że "na pewno się wyglebię". Trwało to przez pi na oko cztery rundy. Po nich zacząłęło docierac do mnie, że jest coś pod nogą, że jest panowanie nad przełajką, że i podjazd z blata mogę cpyknąc. No i coś co sprawiło mi niezwykle dużą przyjemnośc- dwa następuące po sobie podbiegi nadspodziewanie dobrze m szły.
Włączył się duch przełajów. Drugi, łagodniejszy podbieg z genialnych korzeniem na szczycie do wybicia się z buta- rzecz genialna i przy prawie każdej rundzie skrzętnie przeze mnie wykorzystywana.
Kolejny miły fakt godny odnotowania to dojście po kolei czterech kolegów z czego wbicie conajmnie dwóch dubli dwóm kolegom. Niby nie ma się czym podniecac bo jeden stal na slikach a drugi miał w chwili startu juz około siedmiu dych w kołach ale jednak świadomośc wbicia dubla trochę wpływa...
Podsumowując: technicznie- trudniej niż miesiąc temu, ale fajnie. Bardzo fajnie.
No i coś mi się wydaje, że sędziowie odjęłi mi conajmniej jedno kółko albo wpadłem w jakąś dziurę czasoprzestrzenną i cóś mi umkło, hihi...

Szósty w kategorii. Dziś bez pudła. Może przyszła edycja przyniesie ze sobą więcej spokoju i celniejszych wpięc w zatrzask na starcie. Nie ważne. Nie było dzwona a dzwony są i zdarzają sie ludziom. Czasem w potwornie głupkowatych okolicznościach. Dziś przed zawodami można było popatrzec jak durnowato czasem mogą inni się załatwic. Znam to zresztą dobrze z autopsji...

Powrót ze Żwirkiem i Przemkiem przeplatany pogaduchami przy solonym słoneczniku jako supermiłe zwieńczenie imprezy.

A po powrocie obczajka miasteczka na Placu Zamkowym- na wpół nadmuchane balony-bramki w zwisie i ogólne wrażenie- no, kurka jakieś złe. Coraz mnie żałuję, że nie dałem się samemu sobie zwariowac i nie wydałem ostatniej sary na opłatę startową.
Choc kmina z jazdą na krzywy ryj za ekipą z tabliczką na kierze o treści VIP miast ciągu cyfr bardzo mi się podoba i kto wie czy moja skłonnośc do jajcarskich posunięc nie weźmie tutaj górę nad sytuacją. Są stare numery startowe, znajdzie się i dobry gruby marker...




  • DST 63.50km
  • Czas 02:00
  • VAVG 31.75km/h
  • Sprzęt Batavus Tech 7
  • Aktywność Jazda na rowerze

spacer

Środa, 23 maja 2012 · dodano: 23.05.2012 | Komentarze 0

Rok temu Pawełek opowiadał o tym jak Włoszczowska wspinała się na Armatnią Górę jedną ręką trzymając kierę a w drugiej trzymała komórę nawijając do kogoś.
Nie ma w sumie w tym żadnego wielkiego halo ale kiedy myślę o niej (Armatniej G.) to przypomina mi się owa anegdotka.




  • DST 210.00km
  • Czas 07:30
  • VAVG 28.00km/h
  • Sprzęt Batavus Tech 7
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wszystko jest kwestią psychy i siodełka.

Sobota, 19 maja 2012 · dodano: 19.05.2012 | Komentarze 0

Komisyjnie pyknięto Sandomierz.
Przed Zawichostem orgazmiczna szarlotka tak samo dobra jak rok temu. I dalej za czwóraka.
Dziś kolejna córa koryntu. Nie ukrywała, że ma interes do ubicia. Ta córunia jednak w przeciwiestwie do tamtych była chamowata, wykonywała wulgarne gesty i była ogólnie odpychająca. Na nosie okulary jakie zakładają tego typu kobiety, kiedy trzeba schowac podbite limo a make up już nie styka.
Tej pani nie machamy ani w ogóle nic.

Skąd ta przez skórę i lajkrę wyczuwalna dobra faza jaka emanuje urocza wioska Gościeradów?
Ja nie wiem ale uwielbiam tamtędy przejeżdżac. Nawet moja ulubiona cola z ulubionej puszki w śmiesznie niskiej cenie. No po prostu lubię Gościeradów i już.

I jeszcze jedna sprawa. Dla czego, kiedy ja przejeżdżam, dajmy na to, sto metrów i omajtam się kopytami jak wściekły to w tym samym czasie po tej samej linii (ino wyżej nieco) pan bocian zamajta dwa razy skrzydłami? Cóś tu nie halo. Bocian oszukuje. Dyskwa.

Faktycznego treningu 180 km. Przez kolejne 10 km męczenie buły i kryzys a reszta to spokojny rozjazd przegryzany smakowitą bułeczką z równie smakowitą kiełbaską. Coś mi się wydaje, że Sandomierz nigdy nie dał ciała jeśli chodzi o pieczywo. A przynajmniej ja nic o tym nie wiem.
Dobrzy są w te kloce.




  • DST 47.00km
  • Czas 01:20
  • VAVG 35.25km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polistyrenowe berety- aktywacja.

Piątek, 18 maja 2012 · dodano: 18.05.2012 | Komentarze 0

Lublin-Bełżyce-Miłocin-Lublin




  • Aktywność Jazda na rowerze

Akademickie XC czyli bum na łeb albo ostatnie pożegnanie katlajka.

Niedziela, 13 maja 2012 · dodano: 13.05.2012 | Komentarze 4

Wpadłem poniekąd niechcący i w sposób nieplanowany.
A tam miła obsada,towarzystwo mnie lub bardziej mi znane.
Kali rzucił hasło "wystartuj". No to wystartowałem.
Pierwsza pętla całkiem dobrze się zapowiadała. Było szybko, średnio sucho i pewnie.
Za pewnie.
Jeden dzwon i trzy szlify.
Ale dzwon chyba był dobry gatunkowo bo jak se patrzę na spokojnie w domu to widzę trzy pęknięcia w kasku.
Moment upadku to flesz w głowie jak wtedy, kiedy dostaje się strzał w ryj od kogoś, kto nie ma dobrych intencji i jakieś niepokojące chrupnięcie lecz to chyba jednak katlajk chrupnął, mam nadzieję.
Ogólnie miło. Stary Gaj to dobra miejscówa na takie impry.

A kręgosłup między łopatkami boli no ale życie nie jest bajką. Jest ryzyko, jest zabawa, Jest zabawa- bywa i dzwoneczek.




  • Czas 01:00
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stare buty. Street art.

Sobota, 12 maja 2012 · dodano: 12.05.2012 | Komentarze 0

Zajechałem dziś całkiem przypadkiem do serwisu Kefira. A właściwie zajechałem tam celowo ale nie wiedziałem, że to Kefirowy serwis. Kefir- postac poniekąd kultowa.
Kefir to jeden z pierwszych left'ych w Lublinie.
Kefir to czasy, kiedy kolarsko- rowerowe życie koncentrowało się pod kasztanem u Marcina Tuory a w miejscu, gdzie jest Inżynieria stała drukarnia wespół z kaplicą jakiegoś kościoła ewangelikalnego. To w sumie dawne czasy.

Strasznie się ucieszyłem widząc tę długowłosą przyjazną paszczę która kojarzy mi się jednoznacznie dobrze i gdyby tak Kefira otagowac to szło by to tak: cannondale-lefty-Krzysio-Cyrulicza.
Kefirek podokręcał mi śruby na pająku (bo ja jestem tylko zwykłym grajkiem i nie mam tego "trzymadełka do kominków") co spowodowało, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki korba zamilkła. Irytujące trzaski odeszły w niebyt.
Jak mało czeba prostemu człowiekowi...Korba nie strzela- człowiek się cieszy. Człowiek się cieszy-rower szybko i pewnie jedzie...

Dziś, po przetrawieniu płata mięsa i góry makaronu jestem lekki jak pieprzone piórko. Przełajka staje się moją kończyną. W łańcuchu mam ścięgna a w kierownicy mięsień gładki. Napierdalam krawężniki i bezczelnie obserwuję mijajęce mnie kobiety czy im się podoba. Jak małe dziecko. Dobrze jest czuc w sobie dziecko. Bez "...kompleksów i bez wstydu...".

Diadory po jednym i to niespełna przełajowym sezonie sa starymi, utrudzonymi butami. Pójdą do szewca, są w tym mieście dobrzy fachowcy.
Wykopałem moje stare victorie. Zastanawiające, że są w dużo lepszym stanie. Inny kształt podeszwy daje miły i fajny, miękki "klik".




  • DST 35.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spacerowo, nostalgicznie (trawienie obfitej obiadokolacji).

Piątek, 11 maja 2012 · dodano: 11.05.2012 | Komentarze 0

Bardzo lekko i po mieście.

Miasto pełne osób o których Wojtas czy tam inny Zajka śpiewali "...bydło, kaleki kochające dyskoteki...". Bardzo dawno temu. Kiedy sam byłem tak młody i beztroski a muzyki słuchało się z kaset magnetycznych. Dziewięcdziesiątek i sześcdziesiątek, które czasem wciągało i wtedy była lipa. Które to kasety w takich razach misternie wysupływało się z kieszeni w kaseciaku i ostrożnie nawijało ołówkiem bądź długopisem marki BIC.
Dźwięk przymarszczonej taśmy nigdy już nie był tak dobrej jakości jak przed wciągnięciem. Tak. Kiedyś wciągało kasety.

A dziś sam jestem dziadkiem, więc cóż mógłbym dac mojemu wnuczkowi, jeśli nie moje ulubione Werther's Original? Słodkie, śmietankowe. Po prostu pyszne.

Korba trochę trzeszczy.
A! I wciąż trzyma się mnie ta piosenka śpiewana miłym głosikiem:

"...nie deptac trawników, nie deptac trawników
deptanie trawników to hańba trzewików..."