Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- Czas 01:00
- Aktywność Jazda na rowerze
Ghą Phi XC Puławy
Sobota, 26 maja 2012 · dodano: 26.05.2012 | Komentarze 0
Znów Puławy. Czekałem na tę imprę. Po niedawnym dzwonie miałem pewne bloki w głowie, które z pewnością znacząco wpłynęły na moment startu. Podczas gwizdka było tłoczno i nerwowo. Każdy chciał się wybic na pozycję co w takich razach jest naturalne i logiczne. Było kilka momentów, kiedy np. ja i Branio omal się nie skleszczyliśmy rowerami i można było rozwiązac to dwojako: albo cisnąc przed siebie ryzykując albo lekko odpuścic. Wszak nadmiernie ambitna jazda może przyczynic się nie tylko do strat w sprzęcie u siebie czy kolegów ale i istnieje ryzyko zdobycia złotych kalesonów. Kalesony a tu prawie lato- ogór kiszony gwarantowany- więc dałem spokój.
Nie ukrywam- bałem się. Włączyła mi się jakaś irytująca odmiana spalary, że "na pewno się wyglebię". Trwało to przez pi na oko cztery rundy. Po nich zacząłęło docierac do mnie, że jest coś pod nogą, że jest panowanie nad przełajką, że i podjazd z blata mogę cpyknąc. No i coś co sprawiło mi niezwykle dużą przyjemnośc- dwa następuące po sobie podbiegi nadspodziewanie dobrze m szły.
Włączył się duch przełajów. Drugi, łagodniejszy podbieg z genialnych korzeniem na szczycie do wybicia się z buta- rzecz genialna i przy prawie każdej rundzie skrzętnie przeze mnie wykorzystywana.
Kolejny miły fakt godny odnotowania to dojście po kolei czterech kolegów z czego wbicie conajmnie dwóch dubli dwóm kolegom. Niby nie ma się czym podniecac bo jeden stal na slikach a drugi miał w chwili startu juz około siedmiu dych w kołach ale jednak świadomośc wbicia dubla trochę wpływa...
Podsumowując: technicznie- trudniej niż miesiąc temu, ale fajnie. Bardzo fajnie.
No i coś mi się wydaje, że sędziowie odjęłi mi conajmniej jedno kółko albo wpadłem w jakąś dziurę czasoprzestrzenną i cóś mi umkło, hihi...
Szósty w kategorii. Dziś bez pudła. Może przyszła edycja przyniesie ze sobą więcej spokoju i celniejszych wpięc w zatrzask na starcie. Nie ważne. Nie było dzwona a dzwony są i zdarzają sie ludziom. Czasem w potwornie głupkowatych okolicznościach. Dziś przed zawodami można było popatrzec jak durnowato czasem mogą inni się załatwic. Znam to zresztą dobrze z autopsji...
Powrót ze Żwirkiem i Przemkiem przeplatany pogaduchami przy solonym słoneczniku jako supermiłe zwieńczenie imprezy.
A po powrocie obczajka miasteczka na Placu Zamkowym- na wpół nadmuchane balony-bramki w zwisie i ogólne wrażenie- no, kurka jakieś złe. Coraz mnie żałuję, że nie dałem się samemu sobie zwariowac i nie wydałem ostatniej sary na opłatę startową.
Choc kmina z jazdą na krzywy ryj za ekipą z tabliczką na kierze o treści VIP miast ciągu cyfr bardzo mi się podoba i kto wie czy moja skłonnośc do jajcarskich posunięc nie weźmie tutaj górę nad sytuacją. Są stare numery startowe, znajdzie się i dobry gruby marker...
