Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi marcin0604 z miasteczka Lublin. Mam przejechane 6615.49 kilometrów w tym 558.47 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 28.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin0604.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2011

Dystans całkowity:701.60 km (w terenie 112.08 km; 15.97%)
Czas w ruchu:26:41
Średnia prędkość:26.29 km/h
Maksymalna prędkość:61.40 km/h
Maks. tętno maksymalne:182 (96 %)
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:41.27 km i 1h 34m
Więcej statystyk
  • DST 32.21km
  • Czas 01:10
  • VAVG 27.61km/h
  • VMAX 56.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

czasówka rezultatówka. Bujaneze po stritach Lublinensisa.

Poniedziałek, 31 października 2011 · dodano: 31.10.2011 | Komentarze 0

Dziś niewyspany jak pies pocisnąłem do pracy i urwałem dwie minuty z poprzedniego czasu. A jak się kurna cieszę. Ojeja, ile mam z tego satysfakcji. Jak wtedy, kiedy dostałem małego fiata na płaską baterię i kabelek.
Ja normalnie jestem małym, dużym dzieckiem. Zajebiście.

Wpadłem na zieloną do siory i naszej mutti. Bujaka po centrum i zawijka na hatinhos. Fajnie.
I like my yellow arrow. My muscle bike is my favourite toy. Srutu tutu.
Nigdy nie czaiłem zbyt dobrze tego języka.
Dziś jest piękny, piękny dzień.




  • DST 89.47km
  • Czas 03:00
  • VAVG 29.82km/h
  • VMAX 61.40km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sobótka.

Sobota, 29 października 2011 · dodano: 29.10.2011 | Komentarze 2

Nie dokręcałem. A bo mi się nie chciało. Nie dla okrągłych cyfr i stsatystyków się smiga a dla radości.
No!
I tyle w temacie. Natomiast w temacie jazdy sprawy się mają tako, że był Easyrider McGyver vel Arek na swym Fauście, doktor Łukasz z Krzysiowym i moja skromna osoba.
Fajnie było.
A tak w ogóle to odkryłem dziś, jak super efektywnie podniśc sobie na moment kopnięcie. Plan jest prosty. Należy nastawic cztery buraki (koniecznie cztery) na wolnym ogniu. Należy wyjśc z kolegami na rower i przypomniec sobie o burakach.
Ostatnim etapem jest wykonanie spiesznego telefonu do współmieszkańca.
"Jesteś w chacie? Wyłącz mi buraki!!"
Po potwierdzeniu, że współlokator jest w chacie i że wyłączy buraki odkrywa się w sobie nieogarnięty potencjał energii. Heh...

Krzysio i doktor Łukasz dziś nie mieli fazy na "niewiadomoco" a ja miałem i owszem. Z resztą Easy też chyba trochę miał. Moja faza na jazdę kazała mi dokręcac na podjazdach za co pan doktor mnie objechał niepochlebnie wyrażając sie o mojej lekkiej dupie.
Pan doktor mi (khe, khe) zazdrości. Moja lekkośc dupy jest mu nieznośna.
;)
W ogóle pan doktor dziś na lewo i prawo rozdawał faki niesfornym kierowcom spieszącym na groby i pewnie nie tylko. Słodziak. U takiego mogę się leczyc.

Bardzo, jakby to powiediała N. "urocza" sobótka. Jutro teleranek- zygmunty będą katowały. Trochę mnie korci, żeby dostac od nich po uszach. Ja jeszcze nigdy z mastersami...




  • DST 10.47km
  • Czas 00:20
  • VAVG 31.41km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sssado-mmmaso-gnanie czyli czasówka bezrezultatówka.

Piątek, 28 października 2011 · dodano: 28.10.2011 | Komentarze 0

Nie mogę wzbic się ponad te moje 20 minut. Chyba muszę zjeśc kilo chałwy i popic rosołem albo już nie wiem co. Flaki wegetariańskie?...
A! No tak, zapomniałem. Trzeba wpierdaczac buraczki... Michał tak mówił...




  • DST 9.95km
  • Czas 00:19
  • VAVG 31.42km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybki powrót na cztery serki homo.

Czwartek, 27 października 2011 · dodano: 27.10.2011 | Komentarze 0

Wczoraj zapomniałem zabrac swojej sigmy na przód i chyłkiem cisnąc między ulicami, licząc na to, że nie spotkam policjanta oczywiście Go spotkałem.
Dojeżdżając do miejsca przecięcia się naszych trajektorii lotu nie wiedząc kompletnie co działac śmignąłem mu koło nosa nieoświetlonym na przodku bajkiem oczekując, że lada moment zaplecami pojawi się niebieskie światło kogucie.
Ale nie. Nie pojawiło się. Pan sierżant dał se siana a mi święty spokój.
Może wściekle mrugający zadni smart spowodował, że Mr. Sierż dziś mi odpuścił?
No nie ważne.

Dziś wybierając się ku miejscu zatrudnienia przezornie wcześniej zapakowałem światełko do kieszeni mając to miłe uczucie, że dziś będę oświetlony "i co nam pan zrobi?"
Jakże śmiechowo się zrobiło mi w serduszku, kiedy odkryłem, że akukulatorki nie idjosz, nie żywjosz ,is det.
A więc mam trzy diodki, kilka deko czarnego tworzywa i nadal cimno panie...
Cóż czynic, but i ogień...
Za to dziś szybciej. Dobrze mi robią te moje starogajskie biegówy. Trza biegac, póki za wstęp do lasu nie trzeba płacic...
Dziś sierżanta nie było.
A! Dziś na kolację zjadłem cztery serki z Krasnegostawu. Waniliowy raj z wieprzową żelatyną.




  • DST 10.40km
  • Czas 00:21
  • VAVG 29.71km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czerwony ryj.

Środa, 26 października 2011 · dodano: 27.10.2011 | Komentarze 0

Biegiem do pracy, bo zachciało mi się pogadac z R. nad Zalewem, zjeśc pierogi i to wszystko "za pięc dwunasta", czyli "nie masz już czasu na nic, zęby se umyjesz w pracy".
No i zamiast majestatycznie toczyc się na popierdółce- sakwoprzychaczce zwanej kozą, niespiesznie i mając pośpiech głęboko ukryty w duszy swej chyciłem przełajkę okrakiem i jak ten głupi Jasio poleeeciałem. Tylko raz pocisnąłem na czerwonym, dalej było już normalnie.
Grunt, żę zdążyłem. Na minutę przed czasem byłem na miejscu udając, że mam równy oddech. Tylko czerwonego ryja nie dało się ukryc przed gawiedzią.




  • DST 23.34km
  • Czas 01:15
  • VAVG 18.67km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sesja foto w ramach promo.

Niedziela, 23 października 2011 · dodano: 23.10.2011 | Komentarze 0

Ktoś, bodajże Kermitozy zarzucił na RL-u wątek niedzielnego cykania fotek mających promowac stowarzyszenie i jego towarzyszy/towarzyszki.
Nie jestem towarzyszem, nie czuję potrzeby stowarzyszania się ale bluzę Rowerowego od Bartolomeo mam. Poza tym uznałem to za miły poranny akcent co najmniej na miarę niedzielnej kawki z Marioxem na tamie.
No i pojechałem. Kupa brechtania się, łażenia po drzewach, podnoszenia rowerów w geście( no właśnie, co to niby ma sygnalizowac? rowery górą?). Takie trochę na siłę a trochę spontaniczne i szczere gesty dużych dzieci i ich blaszanych zabawek.
Wojtek kręcił filmy, szwagier Moniki trzaskał foty. Normalnie medialnie...

Dobrze było spotkac się z tymi miłymi ryjami, pobyc, pogadac.
Poranek dośc chłodny, chociaż o tej porze roku można by uznac, że w porządku. Kilka jeśli nie kilkanaście kółek dookoła fontanny na Litewskim, bujanie się po zaułkach Starówki.
Very simpatico bujanito biciclieto. Jak te dzieci.
https://picasaweb.google.com/112604702016118705674/RL?authkey=Gv1sRgCKmRyeS4_JSk0wE#slideshow/5680907069873256498




  • DST 86.22km
  • Czas 02:45
  • VAVG 31.35km/h
  • VMAX 56.60km/h
  • HRmax 182 ( 96%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Niezabitowa.

Sobota, 22 października 2011 · dodano: 22.10.2011 | Komentarze 0

Pocisnąłem sobie w dół JP2 odbijając na Janowską.
Dośc późno zebrałem zadek w troki.
Dziś prosto, prościutko na Bełżyce. Po 50 minutach kręcenia przelatywałem przez centrum miasteczka.
Nie zastanawiając się zbytnio nad kwestią "którędy?" odbiłem na Niezabitów. Wybrałem tym samym totalnie dziadowską nawierzchnię spod której wyłaziły raz po raz warstwy kocich łbów pamiętające za pewne okupację.
W następnej kolejności w lewika na znak "Nałęczów 12km". Przejazd przez Kębło i świetne, dawno nie śmigane wąskie tory ciuchci- wąskotorówki.
Nałęczów i standardzik główną prosto do domu.
Dziś kryzysowo, jakoś motywa uleciała. A może po prostu za mało zjadłem W każdym razie do 60 km było ok. Po było mniej ok.
Nie wciągnalem na kopyta ocieplaczy, trochę to odczułem poza ładnym pogodowo dniem pod koniec jazdy nad Miłocinem jakby śniegowe chmury trochę straszyły, że cóś z nich poleci. Nie poleciało.

Wydarzyło się dziś coś co spowodowało, że omal nie spadłem z roweru na glebę.
Ze śmiechu.
Mijając zakręt w lewo na Wojciechów i będą już lekko ujechanym ujrzałem wyborczy plakat Ani Glijer, który widziałem już po wielokroc. Jak to jest, że wcześniej nie dostrzegłem tego maleńkiego dwuznacznego akcentu a przez to strasznie kretyńsko śmiesznego? Ni wim.
Pod facjatą młodej laski, która w zasadzie pod pewnymi warunkami mogła by się nawet podobac i wielką czcionką wypisanym jej głupkowato zdrobnionym imieniem (nie "Anna" ale "Ania". Ania z Zielonego Wzgórza, heh) jest ikonka facebooka- łapka z wyciągniętym paluchem "lubię to".
No więc chyba trzeba byc ujechanym porą pażdziernikową, przewentylowanym trzeba byc zimnym powietrzem, żeby dotarła do łba myśl, jak odbierze taki wyborczy plakacik miejscowa babina, która nie zna internetu, bo jej internet generalnie zwisa a tym samym nie wie co to facebook.
No to co se pomyśli babina widząc plakacik?
Że niebrzydka w sumie Ania Glijer lubi to.
Hm...




  • DST 54.01km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.57km/h
  • VMAX 45.70km/h
  • HRmax 180 ( 95%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z jutra ma byc padu- padu (dupa-dupa). Auuu.....

Wtorek, 18 października 2011 · dodano: 18.10.2011 | Komentarze 6

Z robotki do chałupki.
Garnek prażonej kukurydzy z curry, połówka babki drożdżowej w siebie- i fru.
Miałem dziś odpuścic i skoczyc posłuchac co powie Ochojska na KUL-u ale radiowe prognozy bez owijania w bawełnę orzekły- jutro w całym kraju deszcz. A zbyt pięknie było dziś, by pójśc gdzieś i siedziec na dupsku nie robiąc paru kilometrów.
I stało się. I pięknie było.
Znów nocnik. Noce nie są złe. Ciemne, puste odcinki potrafią wymusic ładne tempo. Psycha wchodzi na inne fale, kiedy widac tyle ile trzeba minus 80%. Jest trochę nierealnie, w ganicach niezbędnego minimum.
Dziś w nieco zmodyfikowanej wersji i w drugą stronę.
Z JP2 na Motycz. Tym razem jednak nie na Palikije ale przez torowisko i wzdłuż lotniska. Potem ogień na Bełżyce. Pod nimi w prawika i na Palikijki z których na hotel Jedlina i Konopnica. Klamra się dopina w punkcie wejścia czyli JP2.
Miłe machu, machu z nordykami na ścieżce i chata.
A w chacie reszta pełnej węglowodanów słodkiej substancji, której na imię babka. I perła z puszki a puszka z lodówki (i z aluminium, yhyhy)
Cuudnie.
Muszę dwa słowa o moim Św.Marku.
Mój Święty nie chodzi uśmiechnięty (a według Arki Noego podobna każdy święty taki chodzi) ale robi dokładnie to, co wyczytałem o nim na jakimś szosowym forum. I ma to zabarwienie obrazoburcze oraz na kilometr pachnie wielkim skandalem.
San Marco SKN ma tendencję do zaczepiania nosem o spodenki podczas jazdy co sprzeja zsuwaniu się spodenek. Czyli ściąga podstępnie nachy podczas jazdy.
Będzie skandal...




  • DST 40.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 31.17km/h
  • HRmax 176 ( 93%)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miłocin by night good.

Poniedziałek, 17 października 2011 · dodano: 17.10.2011 | Komentarze 0

Szosowy standard- samotka. Motycz- Sporniak- Palikije- Miłocin- Płouszowice- chata. Po ciemaku i na chybcika.
Chłodno ale fajnie.




  • DST 86.65km
  • Czas 02:57
  • VAVG 29.37km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krzysiowa ustawka

Niedziela, 16 października 2011 · dodano: 16.10.2011 | Komentarze 0

Powrót na szosę. Pięknie jest napieprzac przez leśną przecinkę ale kręgosłup dobija się o spokój dla siebie. No to niech ma trochę spokoju.
Miły składzik. Bez napinania pośladków. Cudnie rześkie powietrze, niebieskie niebo, mocno napieprzające słoneczko, suchy asfalcik.
Ponadto w końcu nic nie pyka, cpyka , strzela, wnerwia. Czysty napęd, czyste wszystko. Git malina. W okolicy Samoklęsk (?)dywanik rewela- gładki jak stół do bilarda.
Pierwsze kilometry z pulsakiem. Fajna zabaweczka.