Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
Październik, 2011
| Dystans całkowity: | 701.60 km (w terenie 112.08 km; 15.97%) |
| Czas w ruchu: | 26:41 |
| Średnia prędkość: | 26.29 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 61.40 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 182 (96 %) |
| Liczba aktywności: | 17 |
| Średnio na aktywność: | 41.27 km i 1h 34m |
| Więcej statystyk | |
- DST 20.00km
- Czas 01:00
- VAVG 20.00km/h
- Temperatura -100.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze
Hajli Hajlo Hajla (na ślub, na pierogi, na piwo)
Sobota, 15 października 2011 · dodano: 16.10.2011 | Komentarze 0
Hajla okajtany.
Takie rowerowe to forum rowerowe a tylko ja przydarłem na kozie...
W pieron zimno, hebel co się zowie.
- DST 11.15km
- Czas 00:35
- VAVG 19.11km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Cosa
Poniedziałek, 10 października 2011 · dodano: 10.10.2011 | Komentarze 0
...przywiozła mnie z roboty. Dobre bydle.
- DST 12.00km
- Czas 01:30
- VAVG 8.00km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Z winem do mamy, na piwo z bratem.
Niedziela, 9 października 2011 · dodano: 10.10.2011 | Komentarze 3
Jesień. Mokro. Chlapanie po plecach (i niżej), zimno.
Nietreningowo, niezobowiązująco, powoli i bez napinania się na cokolwiek.
Na babskim rowerze, babskim tempem (sorki Maja, sorki Ola) i wszystko w nosie.
Koza została odpalona. Wchodzę w szeregi tych zabawnych osobników, którzy uprawiają tak zwany sajkl szik. Co prawda nie omotam se szyi arafatką ale bluzę z kapturem to i owszem. Sakwa z lewej i na podbój bazarów.
"Niech szczypior dynda Wam z waszych sakiew!"
A średnie prędkości powalają na kolanka...
Ale za to jakie to kurna miłe, tak się toczyc:)
- DST 41.24km
- Teren 41.24km
- Czas 01:33
- VAVG 26.61km/h
- VMAX 53.90km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Super ambitna trasa.
Sobota, 8 października 2011 · dodano: 08.10.2011 | Komentarze 0
Jak ten ptaszek na uwięzi puknąłem sobie dwa kółeczka dookoła Zalewu Zemborzyckiego.
Dziś poraz pierwszy tej jesieni zaznałem wszelkich typowo jesiennych atrakcji. Było i przejmujące zimno po łapach (a gdzie były Jasiu rękawice?), zimny deszcz po pysku, jazda po mokrych liściach, mokrych korzeniach i latające grudy błota koło nosa, uszu i oczu. Jak byłem mały to mnie to podniecało a dziś mnie to w sumie nadal bawi tylko fakt gruntownego mycia sprzętu mnie wnerwia. Ale cóż. Kto se wyczyści, ten ma wyczyszczone.
Ponadto był porywisty wiatr, po którym był zimny deszcz po którym było piękne słońce.
No to brakowało jeszcze śniegu.
Kości zostały rozprostowane a mózgowie dotlenione.
Przychodzi ten fatalny czas, kiedy nie ma już ciepła i suchości i nie ma jeszcze zimna, śniegu i również suchości.
Nadchodzi czas, kedy jest mokro (bynajmniej nie z gorąca), cieknie z nosa a łańcuch tak się słucha przerzutki jakby był trudną młodzieżą w wieku lat 18-19, czyli się nie słucha. Może czas zacząc biegac...
Przynajmniej nie trzeba czyścic co chwila bajka. No chyba, że na kozie do pracy.
- DST 57.55km
- Teren 25.00km
- Czas 02:04
- VAVG 27.85km/h
- VMAX 53.00km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Ballada o Świętym Marku albo ostatnia podróż bananka.
Wtorek, 4 października 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 2
Wszystko zaczęło się od Świętego Marka model SKN z lansiarskim haftem komputerowym FRM (Fundacja Ronalda McDonalda ekhehehe...)
Dostałem od M. na testy tego Świętego Marka bo szukałem czegoś z tunelem na prostatinhos i w niezbyt druzgoczącej cenie. No i dostałem, kurde balanzzzz... ale fajnie!
Tak więc dziś po pracy i po wchłonięciu się pysznego penne, a jakże, al dente (tu pojawia się skowyt zachwytu) suto ztuningowanego curry :)przy dżwiękach tryumfalnie wyśpiewanego "Padam, padam, padam" babci Edyty (jak ja dawno nie słuchałem niczego z cedeków) wciągnąłem nogawki, włożyłem butki i pocisnąłem do zaprzyjaźnionego warzywniaczka w którym raz niznośnie oficjalny i pełen powagi pan mąż a raz wyluzowana i o smutnych oczach pani żona.
Dziś była żonka pana i żonka sprzedała mi niesamowicie giętkiego sezamka Made in Greece (taki de luxe- na miodku)oraz ostatniego , wymaltretowanego bananka. Zlitowałem się nad banankiem i zabrałem go na jego ostatnią drogę. Ale nie byle jaka to była droga.
Bananek wesolutko jechał sobie ze mną blisko mojego kręgosłupa. Do samiutkiego Nałęczowa. I to którędy? Szlakiem, psze pana, szlakiem.
Był cudny zachód słońca nad sadami, ciągniki z jednoosiowymi przyczepkami pełne drewnianych skrzynek pachnących na kilometr jabłkami i pieski podwórzowe, którym już dziś było chyba absolutnie wszystko jedno. Żaden nie skusił się by za mna pogonic choc troszkę.
Był też pan żul, bardzo wzruszający pan o długiej brodzie i cholernie silnym uścisku dłoni. Takim cholernie prawdziwym uścisku.
To wszystko widział bananek z zaprzyjaźnionego warzywniaczka. A potem został oskurowany a jego skóra leży gdzieś w rowie za Miłocinem. Jestem jednak pewien, że bananek tego chciał i był przez tę ponad godzinę ze mną na prawdę szczęśliwy.
A Święty Marek jest w stanie się zgrac z moim tyłkiem, se myślę. Może w jarzemku o dwie kreski na podziałce pójdzie ciut w przód. I wszycho. Do Selle Italia SLC, które tak bezmyślnie oddałem wraz z Avalanchem Swięty M. się raczej nie umywa, widzę jednak róznice między nim a SDG in plus dla San Marco.
Powrót główną do Lublina. Senny Nałęczów. I taki już jesienny...
- DST 45.84km
- Teren 45.84km
- Czas 02:18
- VAVG 19.93km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poszedłem do lasu...
Niedziela, 2 października 2011 · dodano: 02.10.2011 | Komentarze 0
ale to z przyzwyczajenia. Niedzielny spacerek po lesie. Jest pięknie. Dostałem kijem grubości sporego gnata w piszczel. Knaga wyskoczyła spod opony, pieprznęła w rurę ramy i rykoszetem poleciała w piszczelek. Słodko.
Polska zlota jesieniocha.
- DST 71.10km
- Czas 02:31
- VAVG 28.25km/h
- VMAX 52.10km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
szosowa ustawka
Sobota, 1 października 2011 · dodano: 01.10.2011 | Komentarze 2
Lajtowy trening połączony z poszukiwaniem tylnej opony dla Dungora.
Wreszcie wiem gdzie mieści się toro. Poraz kolejny świat pokazuje mi jaki jest mały. W toro kumpel ze szkoły jako mechanior a samo toro to dawny kultowy sklep rowerowy z ulicy Rowerowej o którym jakoś słuch zaginął. Kiedy chadzało się oglądac swego pierwszego cratoniego na Rowerową Kermitoz szedł pewnie do swej pierwszej komunii. Czy jakoś tak, plus- minus. Przejaja...
Leciało mi się na terenowej gumie za ekipą na szosowych gumach niezgorzej ale na razie dośc. Za duża częstotliwośc jazd, czuję to.
Wiało.
