Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi marcin0604 z miasteczka Lublin. Mam przejechane 6615.49 kilometrów w tym 558.47 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 28.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin0604.bikestats.pl
  • DST 57.55km
  • Teren 25.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 27.85km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ballada o Świętym Marku albo ostatnia podróż bananka.

Wtorek, 4 października 2011 · dodano: 04.10.2011 | Komentarze 2

Wszystko zaczęło się od Świętego Marka model SKN z lansiarskim haftem komputerowym FRM (Fundacja Ronalda McDonalda ekhehehe...)
Dostałem od M. na testy tego Świętego Marka bo szukałem czegoś z tunelem na prostatinhos i w niezbyt druzgoczącej cenie. No i dostałem, kurde balanzzzz... ale fajnie!
Tak więc dziś po pracy i po wchłonięciu się pysznego penne, a jakże, al dente (tu pojawia się skowyt zachwytu) suto ztuningowanego curry :)przy dżwiękach tryumfalnie wyśpiewanego "Padam, padam, padam" babci Edyty (jak ja dawno nie słuchałem niczego z cedeków) wciągnąłem nogawki, włożyłem butki i pocisnąłem do zaprzyjaźnionego warzywniaczka w którym raz niznośnie oficjalny i pełen powagi pan mąż a raz wyluzowana i o smutnych oczach pani żona.
Dziś była żonka pana i żonka sprzedała mi niesamowicie giętkiego sezamka Made in Greece (taki de luxe- na miodku)oraz ostatniego , wymaltretowanego bananka. Zlitowałem się nad banankiem i zabrałem go na jego ostatnią drogę. Ale nie byle jaka to była droga.
Bananek wesolutko jechał sobie ze mną blisko mojego kręgosłupa. Do samiutkiego Nałęczowa. I to którędy? Szlakiem, psze pana, szlakiem.
Był cudny zachód słońca nad sadami, ciągniki z jednoosiowymi przyczepkami pełne drewnianych skrzynek pachnących na kilometr jabłkami i pieski podwórzowe, którym już dziś było chyba absolutnie wszystko jedno. Żaden nie skusił się by za mna pogonic choc troszkę.
Był też pan żul, bardzo wzruszający pan o długiej brodzie i cholernie silnym uścisku dłoni. Takim cholernie prawdziwym uścisku.
To wszystko widział bananek z zaprzyjaźnionego warzywniaczka. A potem został oskurowany a jego skóra leży gdzieś w rowie za Miłocinem. Jestem jednak pewien, że bananek tego chciał i był przez tę ponad godzinę ze mną na prawdę szczęśliwy.
A Święty Marek jest w stanie się zgrac z moim tyłkiem, se myślę. Może w jarzemku o dwie kreski na podziałce pójdzie ciut w przód. I wszycho. Do Selle Italia SLC, które tak bezmyślnie oddałem wraz z Avalanchem Swięty M. się raczej nie umywa, widzę jednak róznice między nim a SDG in plus dla San Marco.
Powrót główną do Lublina. Senny Nałęczów. I taki już jesienny...





Komentarze
marcin0604
| 19:53 środa, 5 października 2011 | linkuj "Banany jedzone w półmroku" to dobry tytuł kryminału.
Akcja może toczyc się na Kubie podczas zimnej wojny.
:)
czarniatko
| 19:28 środa, 5 października 2011 | linkuj Hahaha przynajmniej Twój bananek miał fascynujący koniec żywota! Tyle miłych okoliczności przyrody! Moje 2 bananki, chociaż w towarzystwie, to do mieszkania przyjechały ze Stokroty w plastikowej reklamówce i nawet dokładnie nie obejrzały chałupki, bo zjadłam je tuż po wejściu i jeszcze w półmroku :D
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!