Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- DST 89.47km
- Czas 03:00
- VAVG 29.82km/h
- VMAX 61.40km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobótka.
Sobota, 29 października 2011 · dodano: 29.10.2011 | Komentarze 2
Nie dokręcałem. A bo mi się nie chciało. Nie dla okrągłych cyfr i stsatystyków się smiga a dla radości.
No!
I tyle w temacie. Natomiast w temacie jazdy sprawy się mają tako, że był Easyrider McGyver vel Arek na swym Fauście, doktor Łukasz z Krzysiowym i moja skromna osoba.
Fajnie było.
A tak w ogóle to odkryłem dziś, jak super efektywnie podniśc sobie na moment kopnięcie. Plan jest prosty. Należy nastawic cztery buraki (koniecznie cztery) na wolnym ogniu. Należy wyjśc z kolegami na rower i przypomniec sobie o burakach.
Ostatnim etapem jest wykonanie spiesznego telefonu do współmieszkańca.
"Jesteś w chacie? Wyłącz mi buraki!!"
Po potwierdzeniu, że współlokator jest w chacie i że wyłączy buraki odkrywa się w sobie nieogarnięty potencjał energii. Heh...
Krzysio i doktor Łukasz dziś nie mieli fazy na "niewiadomoco" a ja miałem i owszem. Z resztą Easy też chyba trochę miał. Moja faza na jazdę kazała mi dokręcac na podjazdach za co pan doktor mnie objechał niepochlebnie wyrażając sie o mojej lekkiej dupie.
Pan doktor mi (khe, khe) zazdrości. Moja lekkośc dupy jest mu nieznośna.
;)
W ogóle pan doktor dziś na lewo i prawo rozdawał faki niesfornym kierowcom spieszącym na groby i pewnie nie tylko. Słodziak. U takiego mogę się leczyc.
Bardzo, jakby to powiediała N. "urocza" sobótka. Jutro teleranek- zygmunty będą katowały. Trochę mnie korci, żeby dostac od nich po uszach. Ja jeszcze nigdy z mastersami...
