Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- DST 170.00km
- Czas 05:30
- VAVG 30.91km/h
- Sprzęt Batavus Tech 7
- Aktywność Jazda na rowerze
Fabiola.
Sobota, 5 maja 2012 · dodano: 05.05.2012 | Komentarze 4
Warszawka męczyła mnie od dawna. Zrobic Warszawkę, dojechac do Warszawki, o własnych siłach, łał i w ogóle wielkie joł i aj waj.
No i stało się.
O godzinie 9 01 zamykałem furtkę i siadałem na batanawoza.
Cały odcinek "tam" szedł genialnie. Słonko dało na luz i poszło za chmury co spowodowało, że czuło się te 5 procent (conajmniej) pary pod butem więcej.
I tylko dwa razy chciano mnie zepchnąc z mojej trajektorii ale ogólnie było tak dobrze, że chłopaki mają moje wielkoduszne "nie ma spraaawy".
Dziewczyny z pobocza o wysokich koturnach i w fajnych pończochach machały do mnie. No bo ja machałem pierwszy. I tak se myślę (wręcz taką mam nadzieję), że była wśród nich chociaż jedna, której sprawiło to ..... Radośc to chyba zdecydowanie za dużo powiedziane ale może choc jednej zrobiło się miło? Nie tylko dymanie za liścia i obleśny pan z tira co spiesznie ciągnie swą naczepę do rodzinnego miasta, do domu, do żony, do dzieci. I tylko na pięcsetnym kilometrze małe niewinne ruchanko....
Fuck...
Przed jedenastą wyprzedziły mnie nie wiadomo kiedy zawodniki z toro w drodze na zawody. Nie ma to jak usłyszec w słuchawce, że ekipa mnie pozdrawia. Bo to oznacza,że ekipa widzi moją pracę, popiera ją i może nawet jest im miło wiedziec mnie jak se cisnę kilometraś po kilometrasiu. No to jest niezaprzeczalny motywator jak sam skurwysyn. Mega, mega.
Cisnąc przez Wawer mając pod nosem panorame Wawy wraz z jej PeKaieNem czułem, że jeszcze mogłbym sporo.
Pojawiała się od samego początku pokusa powrotu tą samą drogą. Głównie po to by poczuc (współczuc?) to samo co czuja chłopaki-zabijaki z RL-a co to postanowili jebnąc 300 kilometrów na raz.
Wróciłem jednak pociągiem i dobrze. W pociągach można spotkac kobiety o intrygującej urodzie, ponętnych kształtach spowitych letnimi sukienkami i nieczęstych imionach.
W Otwocku sporo przyjaźnie nastawionych szosowców. Za każdym mijanym bajkerem miłe machanie.
Jazda w tętnie, jechanie swego, bez ekstrawagancji.
