Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- DST 10.00km
- Aktywność Jazda na rowerze
Mamo, gęba mi odpadła... (minus szesnaście w skali Celcjusza)
Poniedziałek, 30 stycznia 2012 · dodano: 30.01.2012 | Komentarze 2
Wyjechałem jak zwykle o piątej trzydzieści
urocza przyducha na dzień dobry- odcięty oddech i szybko pojawiające się uczucie
jakby ktoś mi wsadził twarz w dębową ramkę samozaciskającą się
uczucie nie częste a więc warte odnotowania.
podejrzewam, że jeszcze kilka stopni w dół i jazda była by w ogóle nie możliwa z racji nieubłaganych praw fizyki i tzw. rozszerzalności cieplnej metali ( w tym wypadku jednak kurczliwości).
Jak dla mnie hardkor a nawet hard core.
A tuż przed celem słodkie uczucie zamarzniętego oka lewego. To są psze pana jaja. Przejaja.
Należy pic gorące kakało, ja kakakakała nie wypiłem i popełniłem błąd frajerski.
Jutro BĘDZIE ka-ka-ło-ło. Lecz i zimniej będzie...
Gumofile, walony i papachy. Let's go!
Komentarze
