Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2013, Maj6 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Marzec1 - 0
- 2013, Luty1 - 2
- 2012, Listopad3 - 0
- 2012, Październik1 - 0
- 2012, Lipiec1 - 1
- 2012, Czerwiec16 - 13
- 2012, Maj16 - 10
- 2012, Kwiecień4 - 7
- 2012, Marzec11 - 6
- 2012, Luty11 - 6
- 2012, Styczeń13 - 16
- 2011, Grudzień7 - 10
- 2011, Listopad12 - 29
- 2011, Październik17 - 15
- 2011, Wrzesień15 - 1
- 2011, Sierpień10 - 1
- 2011, Lipiec4 - 3
- Czas 03:30
- HRmax 180 ( 95%)
- Aktywność Jazda na rowerze
"Tą linią cała Huta jeździ, kogom ja nie spotkał..."
Niedziela, 15 stycznia 2012 · dodano: 15.01.2012 | Komentarze 1
Kiedy oglądam dzieła mojego Boga, którego kocham i którego podziwiam i o którym wiem, że nigdy Go nie ogarnę chocby w jednej tysięcznej mojej i tak szerokiej wyobraźni dostaję potężnego kopa z potężnego półobrotu w moją małą dupę.
Tak było wtedy, kiedy pojechałem w Tatry. Kiedy moje oko zapodało sygnał do mózgu a mózg do serca- "patrz synek, to są góry. GÓ-RY! podjeżdżaj i nie pierdol, są dla ciebie". I tak pierwszego dnia było powyżej stówki i było to normą. TAKIE to było.
Tak było i dziś. Cudny, wspaniały i nieogarnięty krajobraz. Biało, biało, biało.
Tak więc zachłannie. Jak dziecko, króre rzuca się na paczkę chipsów bekonowych. Zalew po trzykroc.
Pierwsze kółeczko było po to, aby się porozciągac i spotkac lubelską elitę kurierki i bikepolo.
Drugie kółeczko było po to aby trochę pobiegac z rowerem a trochę na nim pojeździc. A także po to by spotkac znajome ryje.
Trzecie kółeczko było po to aby zaperdalac.
A teraz kawka po bandycku i miłe zmęczenie. Morda odtaja i już wiem, że chyba jutro pojadę do pracy autobusem.
